wtorek, 7 marca 2017

Frustracja światowa.

Tak sobie dzisiaj wpieprzam bułeczkę z serkiem i tak mnie nagle naszła myśl. Czy my aby sami sobie nie stworzyliśmy świata/społeczeństwa które nas frustruje? Teraz będzie mały skrót myślowy który mnie skłania ku tej hipotezie. A mianowicie coraz więcej ludzi ucieka ze znajomości w świecie rzeczywistym do tych internetowych. Typu różne portale z milionem "przyjaciół". Z mediów wszelakich pompuje się nam mózgi że wszystko trzeba zrozumieć, trzeba wspierać, jednostka jest bardzo ważna, no i ogólnie to jesteśmy wyjątkowi. Po takim praniu mózgów wchodzimy sobie na FB i wrzucamy jakiś tam obrazek z gówno radą i czekamy na lajki. Albo kolejną swoją fotkę przed lustrem lub z imprezy albo wakacji. I pojawiają się "jak ty super wyglądasz" bla bla bla. Ludzie w wieku 20-50 lat jarają się tym jak wygląda ich znajomy/a... obserwują i słodzą jedni drugim.

No ale jest też druga strona medalu, jak już nasz egocentryzm napuchnie do odpowiednich rozmiarów to nasz poziom uwielbienia może być niewystarczający. Odzew może być za mały, albo nie daj Boże coś nie zostanie dostrzeżone. Więc rodzi się oburzenie. A całkowity armagedon to gdy ktoś publicznie się z nami nie zgodzi, lub nas wyśmieje. Świania i cham, nie akceptuje tego kim jestem, mej unikalności i wyjątkowości.

Tak post jak i mój wywód jest przerwany i nieskładny, bo jakoś ciężko mi zebrać myśli i to usystematyzować. Jednakże mam wrażenie że żyjemy obecnie w erze egoistów-narcystów. I rośnie ten trend cały czas jak i nasz pizdowatość życiowa. I chyba trochę mi smutno z tego powodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz