poniedziałek, 27 marca 2017

Źródełka.

Dawno sobie nie narzekałem, i aż smutno mi się zrobiło z tego powodu. No ale kończy się zimna i kurwesko wysycha mi skóra. Co doprowadza do szału gdy mam łapy suche jak wiór, a klawiatura nie ma funkcji nawilżania. Jak szuka ktoś pomysłu na rewolucyjny gadżet, nie musi mi dziękować. Może przysłać mi po prostu taką klawiaturę, jak już ja wprowadzi na rynek. Tak czy siak, nie o tym chciałem pisać. Tylko o innej pladze współczesnych internetów. A mianowicie gdy ktoś coś napisze czy w artykule czy w komentarzu często widzimy oburzenie strony przeciwnej i tekst w stylu: "Co za bzdury, jakieś źródło?". Biorąc pod uwagę częstość występowania tego pytania, śmiem twierdzić że mamy bardzo zedukowane społeczeństwo, chociaż szczerze wątpię czy większość tych żadnych wiedzy ludzi wchodzi i czyta źródła, tym bardziej że jeśli jest ono po angielsku i jest naukowe to przeciętny laik niewiele zrozumie. Co gorsza może mu się wydawać że zrozumiał, a będzie bredził głupoty. No i dotarliśmy do końca postu. Tylko po to abyście się dowiedzieli że też nie o tym chciałem napisać... Tylko o tym że jak ktoś pisze "Jakieś źródło tego?" w komentarzach na portalu joemonster.org to ja się pytam: że co?

wtorek, 7 marca 2017

Frustracja światowa.

Tak sobie dzisiaj wpieprzam bułeczkę z serkiem i tak mnie nagle naszła myśl. Czy my aby sami sobie nie stworzyliśmy świata/społeczeństwa które nas frustruje? Teraz będzie mały skrót myślowy który mnie skłania ku tej hipotezie. A mianowicie coraz więcej ludzi ucieka ze znajomości w świecie rzeczywistym do tych internetowych. Typu różne portale z milionem "przyjaciół". Z mediów wszelakich pompuje się nam mózgi że wszystko trzeba zrozumieć, trzeba wspierać, jednostka jest bardzo ważna, no i ogólnie to jesteśmy wyjątkowi. Po takim praniu mózgów wchodzimy sobie na FB i wrzucamy jakiś tam obrazek z gówno radą i czekamy na lajki. Albo kolejną swoją fotkę przed lustrem lub z imprezy albo wakacji. I pojawiają się "jak ty super wyglądasz" bla bla bla. Ludzie w wieku 20-50 lat jarają się tym jak wygląda ich znajomy/a... obserwują i słodzą jedni drugim.

No ale jest też druga strona medalu, jak już nasz egocentryzm napuchnie do odpowiednich rozmiarów to nasz poziom uwielbienia może być niewystarczający. Odzew może być za mały, albo nie daj Boże coś nie zostanie dostrzeżone. Więc rodzi się oburzenie. A całkowity armagedon to gdy ktoś publicznie się z nami nie zgodzi, lub nas wyśmieje. Świania i cham, nie akceptuje tego kim jestem, mej unikalności i wyjątkowości.

Tak post jak i mój wywód jest przerwany i nieskładny, bo jakoś ciężko mi zebrać myśli i to usystematyzować. Jednakże mam wrażenie że żyjemy obecnie w erze egoistów-narcystów. I rośnie ten trend cały czas jak i nasz pizdowatość życiowa. I chyba trochę mi smutno z tego powodu.